sobota, 29 marca 2014

Nie znam się, to się wypowiem cz.1, czyli projekt "denko"

Nie znam się za bardzo na pisaniu blogów. Mogę się jako tako wypowiadać na temat tego, jak być porządną miejską gospodynią. Podczytuję ostatnio jednak te tryliardy głównie urodowych blogów i obok fajnych rzeczy, znalazłam te, które to mnie, ehem, fascynują.

Zafrapował mnie zwłaszcza dość popularny na blogach pomysł pisania o kosmetykach, które się właśnie kończą, skończyły, albo właściciel chce je wreszcie wykończyć. Uf. Znaczy - srsly?

Zwłaszcza rozbawił mnie znaleziony na jednym z blogów cykl "co zużyłam w ostatnim miesiącu". My, czytelnicy, strażnicy czystości blogerki, rozliczymy ją co do kropelki żelu pod prysznic!

I ta różnorodność kosmetyków z tymi denkami! Jedyną reakcją gospodyni miejskiej na bulgocący obfitościami rynek kosmetyków jest trzymanie się swoich sprawdzonych, dobrych, tanich i najlepiej polskich produktów. Nowości trafiają do mnie dość rzadko, sprawdzam wcześniej recenzje w internecie, skład, genealogię, referencje i zastanawiam się, czy na pewno tego potrzebuję lub czy nie mogę tego mieć mniejszym kosztem, np. robiąc to sama. Patrz - peeling cukrowy.

Poniżej prezentuję inscenizację pt. "Projekt "denko" wg anonimowej gospodyni miejskiej".
"Moje kochane, oto mija marzec i czas na post o tym, jak szybko zużywam kosmetyki. Jak zwykle zużyłam to samo i tyle samo, co w zeszłym miesiącu. I miesiąc wcześniej. I dwa miesiące wcześniej. Ojej, chyba jestem kosmetyczną konserwatystką. Ale jednak nie, hahaha, raz umyłam włosy żelem do mycia twarzy i było fajnie. A Wy, co zużyłyście w tym miesiącu? Buziaczki!"
 Pozdrawiam serdecznie, ta samo co zawsze:
kosmetyczna konserwatystka 
gospodyni miejska
muezza

czwartek, 27 marca 2014

Kudałatości rozmaite dla początkujących

Cóż, przyznam się, poddałam się manii włosomaniactwa. Jak pół internetu zresztą. Cóż, stwierdziłam, kiedy nakładałam olej pierwszy raz, na pewno nie zaszkodzi. I wsiąkłam, podobnie jak olej z awokado w moje kudły.

Jako racjonalna gospodyni miejska nie poleciałam jednak do łazienki wyrzucić wszystko, bo syflikony i bo tak, a potem zaraz do Rossmanna robić debet na karcie.Wszystko dzięki mało nowatorskiej liście złożonej z zaledwie pierwszych pięciu kroków dla gospodyń miejskich zainteresowaną kwestią zdrowotności włosa.

  1. Rachunek sumienia.

    Zawsze moża próbować odwołać się do wyższych uczuć włosów i wołać: "Włosy, wybaczcie mi, bo nie wiedziałam, co czynię."
  2. Żal za grzechy.

    Mimo wielu krążących po internetach sposobów na piękne włosy nie polecam rwania ich z głowy i posypywania popiołem. To nie pobudza cebulek włosa do szybszego wzrostu, srsly.
  3. Mocne postanowienie poprawy.

    Czasem łatwiej poradzić sobie ze sianem na głowie niż słomianym zapałem.
  4. Wyznanie grzechów.

    Pomoże zebrać w kupę te wszystkie małe i duże grzeszki powszednie, które na pewno nie pomagają Twoim włosom być jak z reklamy.
  5. Zadośćuczynienie włosom i skórze głowy.

    Ponoć poznaje się po owocach. Włosy nie drzewo i jabłek z tego nie będzie, ale na pewno docenią dobre traktowanie - także w razie potrzeby nawet radykalne cięcie, bo mają w zwyczaju odrastać.
A tak zupełnie serio - rzeczona gospodyni miejska właśnie sama siedzi z maską na włosach, która emulguje olej po nocy. Polecam, moja pachnie jak budyń waniliowy, dzięki czemu czuję się smakowitym kąskiem.

Pozdrawia serdecznie
Wasza gospodyni miejska
muezza

poniedziałek, 24 marca 2014

Wstęp do kursu gospodarstwa miejskiego

W obecnych czasach zaczną trudność przedstawia bycie gospodynią, zwłaszcza miejską. Autorka tego bloga, która chlubi się być porządną miejską gospodynią (z aspiracjami na wiejską, lecz bez możliwości bycia takową), wychodzi naprzeciw Waszym oczekiwaniom, aspiracjom, ambicjom i tęsknotom.

Bycie gospodynią często jest pojmowane za bycie kurą domową czy matką polką. Nic bardziej mylnego!

"Nauka gospodarstwa w ściśle oznaczonym pojęciu, jest sztuką rozumnego i oszczędnego rządzenia domem, czyli, rozwijając to pojęcie, jest to trafny i umiejętny zarząd całym domowem mieniem oraz przeznaczonymi a ten cel funduszami, tak aby wszelkie potrzeby rodziny i domowników były we właściwym czasie i stosownie do możności zaspokojone." pisała w XIX wieku Lucyna Ćwieczakiewiczowa w swoim "Kursie gospodarstwa miejskiego i wiejskiego dla kobiet".

Może to taki trochę life-style, może trochę moda na eko, pro i co tam jeszcze, może takie dyscyplinowanie myśli, a może trochę zabawa z formą - ale pozostaje mieć nadzieję, że bycie gospodynią miejską przestanie wzbudzać zdziwienie, a zbierze zasłużony szacunek!

Z pozdrowieniami,
pełna entuzjazmu gospodyni miejska
muezza